W niedzielę nie pracujemy*

W niedzielę nie pracujemy* – mogłoby być jedną z zasad w konstytucji firmy.

Ale jednak z gwiazdeczką. Z interpretacją, że oznacza to, że nie planujemy pracy na niedzielę. Ale gdy nastąpi sytuacja awaryjna, trzeba coś zrobić. Np. jeśli serwer padnie w niedzielę to trzeba coś z tym zrobić. Ale ogólnie tak organizujemy pracę żeby niedziela była wolna.

Nie ma też na przeszkodzie żeby ktoś sobie robił dodatkowe projekty w niedzielę albo pracował w niedzielę bo ma natchnienie, albo tak mu wygodnie. Nie jest to zabronione.

A co jeśli w podzniedziałek jest deadline, a my jesteśmy w tyle z robotą? Wtedy okaże się że niedzielę trzeba będzie poświęcić. Sytuacja awaryjna. Ciekawe jak byłoby w praktyce – jak często łamalibyśmy tą zasadę w imię wyższych wartości. ;)

I jest jeszcze taka sprawa. Jeśli mamy pasję, to żyjemy nią, wtedy praca może być relaksem, a czas relaksu może być poświęcony na pracę, bo jest ona jak hobby. Wtedy nie ma rozgraniczenia na niedziele. Jeśli Leonardo był czymś zainteresowany, to całkowicie go to pochłaniało. I nie miał nad sobą organizacji, to płynęło z wewnątrz. Dla takiej osoby najlepiej byłoby, żeby każdy dzień był niedzielą. Wtedy ma swobodę robienia tego, co go pasjnonuje, a organizacja dostarcza mu tylko możliwości. Ogromna produktywność jest tu jakby efektem ubocznym. Naprawdę chodzi o naukę i sztukę.

W niedzielę nie pracujemy. W niedziele się bawimy, zaspokajamy ciekawość, eksperymentujemy, odpoczywamy, tworzymy pomysły. I… może się okazać że taka niedziela będzie bardziej produktywna niż poniedziałek, kiedy musimy coś robić.

Z drugiej strony organizacja potrzebuje dyscypliny. Ktoś musi zamieść pokój wizjonerów. Ktoś musi zrobić rzeczy bardziej “przyziemne”. Jako ludzie odpowiedzialni możemy przyjąć obie role. Przez pięć dni w tygodniu możemy mieć niedzielę, przez dwa poniedziałek. Ale im mniej praca jest pracą, a bardziej hobby, tym szczęśliwsze życie. Ukierunkujmy naszą organizację tak, by to pogodzić.

Jakość czy ilość

Zamiast być najemnikami, którzy coś zrobią, skasują opłatę i idą dalej – starajmy się mieć udziały w biznesach, w które inwestujemy swoją pracę. Tak, aby tworzyło to stały dopływ funduszy, nawet gdy nie robimy nic. Moglibyśmy też bardziej skupić się na jakości niż ilości zleceń, i opiekować się tym co zrobiliśmy.

Wszyscy na tym zyskają – a my lepiej się będziemy starać, wiedząc, że robimy również dla siebie.

Ćwicząc się w naszych burzach mózgów w pewnym momencie możemy mieć zbyt wiele pomysłów na dochodową działalność. Będziemy potrzebować partnerów, którzy zapewnią finansowanie, doświadczenie albo wezmą na siebie część obowiązków. I znów pytanie – czy sami mamy szukać najemników i zatrudniać ludzi? Może lepiej byłoby znalezienie niezależnych partnerów, którym dzięki tej niezależności będzie bardziej zależeć (bo pracują dla siebie). Każdy będzie mieć udział w zyskach, a nam odpadnie balast związany z utrzymywaniem i konrolą kadry pracowniczej.

Moglibyśmy też zastanowić się nad przekazywaniem części pracy freelancerom w razie potrzeby. Mogą to być osoby i firmy związane z nami, ale niezależne. A sami pozostać małą firmą, w której bardziej liczy się jakość niż ilość.

Udział za udział

Dobrze wynagradzajmy naszych pracowników. Jeśli firma zarobi dużo, płaćmy dużo nawet sprzątaczce. Tak aby wszyscy mieli udział w zyskach.

Jeśli drużyna upolowała dzika – niech wszyscy zostaną zaproszeni na ucztę, również parobek i psy dostaną swoją część.

Jeśli pracownik akceptuje niską pensję i nic nie mówi – nie oznacza to, że jest zadowolony z tej sytuacji. Toleruje ją tymczasowo, a być może rozgląda się za lepszą pracą. Jeśli chcemy zatrzymać przy sobie dobrych specjalistów – dobrze ich traktujmy.

Każdy bardziej dba o własny interes niż o cudzy. Jako właściciele organizacji będziemy się starać o jej prosperowanie. A co z najemnikami? Czy będą lojalni? M$ płaci swoim pracownikom nie tylko pensję, ale regularnie otrzymują oni udziały w firmie. Dzięki temu pierwsi pracownicy stali się z biegiem lat milionerami.

Najlepiej żeby wynagrodzenia były mocno zależne od kondycji całej firmy i jej zysków. Tak aby ludzie czuli, że to ma znaczenie dla nich. Jeśli przegrywamy i tracimy – wszyscy to odczują. Jeśli wygrywamy i zyskujemy dużo – zyski całej drużyny rosną.

Podstawowe zasady

Powinniśmy zastanowić się nad podstawowymi zasadami, na których oprzemy naszą organizację.

Przykładem takiej zasady może być “idź do celu najprostszą drogą”. Co oznaczałoby, że powinniśmy starać się zrobić daną rzecz najszybciej, najprościej, bez wydziwiania – byle działało. A czy warto przyjmować taką zasadę? Prawdopodobnie nie. Sprawa wymagałaby przemyślenia.

Inną zasadą mogłoby być “Staraj się robić wszystko jak najlepiej”. Dobra zasada, choć stojąca w sprzeczności z poprzednią. Bo nie zawsze najprostsza rzecz jest najlepsza. Jeśli staramy się każdą rzecz zrobić najlepiej – może to oznaczać pójście bardziej krętą drogą, poświęcenie większej ilości czasu i energii na zrobienie czegoś. Pytanie: czy warto? Nie wszystko co robimy jest warte takiego “polerowania”.

Więc moglibyśmy zmodyfikować to: “Staraj się robić jak najlepiej rzeczy ważne. Rzeczy mniej ważne rób szybko i mniej starannie.” To wymagałoby ustalenia co jest ważne.

Mamy już zasadę tworzenia rzeczy, które będzie można używać wielokrotnie. Komponenty, które można używać wielokrotnie, do różnych projektów, narzędzia, których można używać wielokrotnie.

Możemy ustalić że jedną z zasad będzie Prawość (uczciwość). To zamknie nam drogę do nieetycznych działań, na których być może moglibyśmy się szybko wzbogacić. Oznaczałoby to również uczciwość wobec nas samych – że nie podejmiemy się działań, które skrzywdziłyby nas samych.

Firmy mają często ustaloną “misję firmy”. Możemy to sobie ustalić – po co istnieje ta firma, co jest celem jej założenia i działalności.

Mamy więc do stworzenia mmisję, zbiór wartości na których się opieramy i zbiór przykazań. One pozwolą nam uniknąć chaosu i ukierunkować nasze działania.

Polaryzacja

Wydaje mi się, że najważniejszą rzeczą w osiąganiu sukcesów, nie tylko w firmie, jest polaryzacja celów.

Zrozumiałem, że większość moich celów jest rozmytych, nieuświadomionych i to powoduje, że nie skupiam się na wykonaniu zadania.

Oglądałem ostatnio sztuczkę Davida Coperfielda w której latał po całej scenie. Ten magik mnie zainspirował. Nie samą sztuczką, która fakt jest zadziwiająca, ale pracą jaką musiał w to włożyć.

Taka sztuczka musi być przygotowana od początku do końca perfekcyjnie. Nic nie może pójść źle, bo magik by się skompromitował.

Zaczyna się od genialnej idei, która może powstać tylko w nieprzeciętnej głowie. Następnie trzeba wymyślić formę, w jakiej ta idea może być zrealizowana, co jest być może trudniejsze niż wymyślenie idei. W dalszej kolejności następuje zebranie ekipy, sprzętu i pierwsze próby. Każdy członek teamu ma określone zadanie i musi nauczyć się wykonywać je perfekcyjnie. Magik musi być pewny, że wszystko pójdzie dobrze, bo od tego zależy jego życie, kariera, reputacja. Wszystkie cele do wykonania są jasne, precyzyjne, bez niedomówień. Wszystkie zadania wykonuje się punkt po punkcje. Nie ma miejsca na fuszerkę, perfekcja musi występować na każdym szczeblu zadania.

Ten proces przygotowania kojarzy mi się z procesem przygotowania aplikacji. Dobra organizacja pracy ma ścisły związek z polaryzacją celów.

Czasem zdarza mi się usiąść, nie wiedząc co będę robił, czasem pykam sobie kod bez wyraźnej świadomości do czego zmierzam i do czego mnie to doprowadzi. Bez procesu planowania, bez hierarchii zadań jakiś mały problem może nas całkowicie pochłonąć, może się nagle okazać, że jesteśmy od wielu godzin na marginesie naszych działań i robię coś, co czego w ogóle nie muszę.

Bez wyraźnych celów, nasza uwaga zaczyna odpływać w nieznane, nasze chęci zaczynają słabnąć, nasz optymizm gaśnie, a ciało usypia. Dryfujemy bez celu, tracąc przy tym największy dopalacz: świadomość, że robimy coś pożytecznego, tracimy świadomość, że to co budujemy, jest częścią większej całości.

Nie na darmo wszystkie szanujące się zebrania i obrady mają ustalony w punkach plan do rozpatrzenia. Przechodzi się wszystkie punkty i zebranie uznaje się za zakończone.

Do dziś nasze planowanie ograniczało się do tego, ze siadamy i robimy, aż skończymy.

Ustalenie celów w organizacji spowoduje, że może zaczniemy do nich dążyć, bo na razie dryfujemy jak łódka na środku oceanu, bez włączonego silnika i raczej jako pasażerowie.

Jeżeli celem naszym jest rozpędzenie organizacji, to co zrobiliśmy do tej pory, żeby go osiągnąć. Czy każde nasze działanie było skupione na tym celu, czy może zapomnieliśmy co robimy i dlaczego. Gdzie jesteśmy w stosunku do tego miejsca w którym zaczynaliśmy i czy na pewno płyniemy w dobrym kierunku.

Tylko precyzyjnie ustalone cele, spowodować mogą precyzyjnie ustalony plan działań oraz dokładne go wykonie, gdzie każdy aktor wnosi swój wkład, wie co robi i dlaczego. Wtedy nie ma ścigania z terminami, bo wiemy, że wszystko toczy się w takim tempie jak powinno i zmierza do celu.

Więc może rozpędźmy nasz Statek i tylko pilnujmy steru. Jestem pewien, że gdy inni zobaczą, że ten Żaglowiec płynie w konkretnym kierunku, a kapitan wie co robi, chętnie wsiądą do niego i pomogą, będąc dumni, że są częścią tej podróży, oraz wszystkich podróży które przyjdą po niej.

Tablica korkowa dla idei

Moglibyśmy stworzyć wirtualną “tablicę korkową”, gdzie każdy mógłby zapisać coś od siebie, na przykład idee, jak nasza organizacja mogłaby zarobić więcej, w co się zaangażować, jak moglibyśmy ulepszyć organizację pracy. I jakiekolwiek inne wartościowe idee. Tak, żeby nie przepadły. Może to być nawet w postaci forum.

Pomysły, pomysły, coraz więcej pomysłów, abyśmy mieli z czego wybierać.

Wsparcie techniczne?

Produkty komercyjne wymagają wsparcia technicznego. To dlatego M$ ukrywa wiele funkcji Windowsa przed zwykłymi użytkownikami. Udostępnienie im zaawansowanych funkcji zwiększyłoby zapotrzebowanie userów na wsparcie techniczne – mailowe i telefoniczne.

My nie możemy sobie pozwolić na telefoniczne wsparcie techniczne dla przeciętnego Kowalskiego, który kupi nasz produkt za 20 czy 200zł. Jako mała firma nie mamy na to czasu. Dlatego lepiej sprzedawać nasze produkty firmom. Mniej klientów, bardziej wyspecjalizowane produkty, większe pieniądze, mniejsza konkurencja.

Możemy wyspecjalizować się w jakiejś dziedzinie produktów. Np. programy do robienia etykiet cenowych są niedorobione i wielu użytkowników powitałoby nowe produkty, które lepiej by im pasowały. Podobnie może być zapotrzebowanie na bazy danych dla placówek medycznych, itp.

Potrzebujemy dobrego sprzedawcy

Są ludzie i firmy, które mają świetne pomysły na biznes, który powinien przynieść im miliony, ale nie potrafią tego sprzedać. Nie wystarczy mieć super produkt, ale trzeba mieć również biznes model, wiedzieć jak to nam przyniesie dochody.

Paul Tyma proponuje dać 5% udziałów w firmie dobremu sprzedawcy, “starszemu człowiekowi”, w sensie doświadczonemu.

Problem w tym, że aby robić coś dobrze, trzeba to robić, i to przez parę lat, żeby załapać. Ale nic nie zastąpi doświadczenia.

To różnica taka jak pomiędzy czytaniem o programowaniu a pisaniem programu. Czytaniem o sprzedaży czy zarządzaniu a sprzedawaniem i zarządzaniem. Możemy się potykać na drobiazgach pomimo dobrego teoretycznego przygotowania.

Rutynowe misje

Ogłoszenie – oferta pracy:

Szukamy niezbyt inteligentnego pracownika, z wykształceniem co najwyżej średnim, który zadowoli się niską pensją i będzie chętnie wykonywać rutynowe czynności. Oferty….

A idea jest taka, żeby nie wysyłać swoich najlepszych pracowników na rutynowe misje, bo znienawidzą pracę. Więc do rutynowych nudnych rzeczy potrzebujemy odpowiednich ludzi. Niezbyt błyskotliwych i zadowolonych z tego co mają.

W zespole potrzebujemy jednej gwiazdy i kilku satelitów. Taki zespół może być lepszy od zespołu złożonego z samych gwiazd.

Potrzeba reklamy

Jednak potrzebujemy reklamy. Nie dla naszych usług, ale dla naszych produktów.
Np. nie będziemy wykonywać stron dla kogoś jako usługę, ale np. będziemy sprzedawać licencje na gotowe rozwiązania. Jak np. opencube http://opencube.com

A więc nasza strona internetowa będzie zorientowana na promowanie produktów, to one będą wyeksponowane. A my będziemy mieli dużo swobody i czasu by udoskonalać nasze produkty, robić ich kolejne wersje. Niepoganiani przez terminy.